Driftował na zamarzniętym zalewie. O krok od tragedii

2026-02-21 18:03

To miała być dobra zabawa, a mogło skończyć się tragedią. 41-letni kierowca wjechał samochodem na zamarzniętą taflę Zalewu Zemborzyckiego i urządził sobie drift. Świadkowie wystraszyli się, widząc auto szalejące tuż obok wędkarzy, w dodatku po lodzie. Na miejsce wezwano służby ratunkowe. Jak to się skończyło?

Wypadek na Jeziorze Mikor.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Zamarznięte jezioro w szarej tonacji, rozciąga się od pierwszego planu po horyzont. Na jego powierzchni widoczne są pęknięcia lodu i dwie okrągłe, ciemne plamy otwartej wody, z czego jedna, większa, znajduje się na pierwszym planie, a druga, mniejsza, dalej w tle. Brzegi jeziora otoczone są ciemnym lasem, a niebo nad nim jest jednolicie jasnoszare.

Rajd po kruchym lodzie. Świadkowie wezwali policję do auta na jeziorze

Nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie zaroiło się od służb.Co się stało? Zaniepokojeni świadkowie zaalarmowali policję, widząc samochód osobowy pędzący po zamarzniętej tafli wody. Z relacji zgłaszających wynika, że kierowca wjechał na lód tak zwanym slipem dla łodzi. Co gorsza, w pobliżu znajdowali się niczego nieświadomi wędkarze. Wystarczyła chwila, by lód pękł pod ciężarem maszyny lub by auto wpadło w poślizg i uderzyło w ludzi. 

Służby na miejscu, sprawa trafi do sądu. Co grozi kierowcy?

Sytuacja była na tyle poważna, że na miejsce wysłano nie tylko policję, ale też straż pożarną i karetkę pogotowia. Ratownicy przygotowywali się na najczarniejszy scenariusz – załamanie lodu i walkę o życie kierowcy. Na szczęście 41-latek zjechał z tafli, zanim dotarły tam radiowozy. Mężczyzna został jednak zatrzymany na ulicy Grzybowej. Badania wykazały, że był trzeźwy. Teraz sprawą zajmie się sąd. To tam zapadnie decyzja, czy nieodpowiedzialny rajdowiec odpowie za stworzenie zagrożenia dla innych osób.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki