- 34. Finał WOŚP odbył się pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”
- Zbierano środki na diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego u dzieci
- Wolontariusze kwestowali m.in. pod kościołem w Chełmie
- Według relacji proboszcz miał wyprosić dzieci i młodzież z puszkami
- Świadkiem zdarzenia była matka 10-letniej wolontariuszki
- Redakcja WP próbowała skontaktować się z duchownym, bez skutku
- Do tej pory WOŚP zebrała ponad 183 mln zł
Za nami 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku WOŚP grał pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”. Do tej pory udało się zebrać ponad 183 miliony złotych. Pieniądze zostaną przeznaczone na diagnostykę i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów. Na ulice wyszło ponad 120 000 wolontariuszy w blisko 1700 sztabach. Były zbiórki, koncerty, imprezy i aukcje charytatywne. Pieniądze zbierano też tradycyjnie pod kościołami.
Jak informuje Wirtualna Polska, pod kościołem pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Chełmie doszło do incydentu. Proboszcz parafii miał wygonić spod świątyni dzieci i młodzieży kwestującą z puszkami. - Ludzie wychodzili po mszy świętej i wrzucali pieniądze do puszki. Upominali się nawet o naklejki. Wraz z ostatnimi wiernymi z kościoła wyszedł proboszcz parafii i zaczął wyganiać wolontariuszy - opowiadała Wirtualnej Polsce matka 10-letniej wolontariuszki.
Czytaj też: Tak wyglądało Światełko do Nieba! Spektakularny koniec 34. finału WOŚP [ZDJĘCIA]
"Byłam w ciężkim szoku"
- Byłam w ciężkim szoku. Nastolatki stanęły jak wryte, a dzieci pouciekały. Nikt się nie spodziewał takiej reakcji. Gdyby na spokojnie poprosił, aby odeszli... a on zaczął krzyczeć, że sobie nie życzy, że widział jak krążą, że obrażają katolików. Straszył dzieci, że kamery wszystko nagrały. Wyszedł jeszcze za bramę kościoła i odgrażał się, że ma monitoring i zgłosi sprawę - opowiada wstrząśnięta matka wolontariuszki. Redakcja WP próbowała skontaktować z proboszczem, ale ten nie odebrał telefonu.