Chwila, która zamieniła święto w tragedię
Do zdarzenia doszło 1 maja 2024 roku wieczorem. O godz. 20:38 strażacy z Włodawy otrzymali zgłoszenie o wybuchu grilla, w którym miało zostać rannych kilka osób. Na miejsce natychmiast skierowano zastępy z JRG Włodawa oraz jednostki OSP z Orchówka, Okuninki i Różanki.
Po przyjeździe służb okazało się, że źródłem dramatu był bioogrzewacz. Podczas jego niewłaściwej obsługi doszło najprawdopodobniej do rozbryzgu biopaliwa na osoby siedzące w pobliżu. W jednej chwili spokojne spotkanie przerodziło się w chaos.
Poszkodowanych zostało siedem osób w wieku od 23 do 40 lat. Strażacy udzielali pierwszej pomocy, chłodzili poparzenia i opatrywali rany. Sześć osób z obrażeniami twarzy, tułowia oraz kończyn trafiło do szpitali.
Wybuch, który zmienił jej życie
Wśród rannych była 26-letnia Maja Kuczyńska, znana tiktokerka. Jak opisuje „Fakt”, kobieta znalazła się na spotkaniu na działce wśród osób, których wcześniej nie znała.
Według ustaleń, 35-letnia Justyna K. dolała paliwa do płonącego biokominka. Wtedy doszło do gwałtownej eksplozji. Płonąca ciecz rozlała się na osoby znajdujące się najbliżej.
Uczestnicy spotkania w panice próbowali ratować się, skacząc do basenu. Maja Kuczyńska doznała poważnych poparzeń twarzy i ciała. Trafiła na oddział intensywnej terapii i przez długi czas walczyła o życie.
Dziś nadal przechodzi kolejne zabiegi i operacje. — Czeka mnie jeszcze na pewno sporo operacji. Jednak ogólnie czuję się coraz lepiej. Nie mogę narzekać, skoro żyję, funkcjonuję i dochodzę powoli do zdrowia — mówi „Faktowi”.
Sprawa bez finału. „Nie ma mowy o mediacji”
Śledztwo w sprawie zostało już zakończone. Justyna K. usłyszała zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób. Nie przyznaje się do winy i twierdzi, że był to nieszczęśliwy wypadek. Grozi jej od 3 do nawet 20 lat więzienia.
24 lutego tego roku sąd we Włodawie zaproponował mediację między stronami. Dla Mai Kuczyńskiej taka możliwość nie wchodzi jednak w grę.
— Nie zgodzę się na mediację. Nie ma mowy. Do tej pory nie usłyszałam do Justyny K. żadnych przeprosin, mimo że od wypadku minęły dwa lata — mówi „Faktowi”.