Dwa alerty w jeden wieczór
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie próżnuje. Tylko w jeden wieczór, 21 października rozesłało dwa alerty RCB - wpierw o godzinie 18 trafił on do mieszkańców i osób przebywających na terenie województwa podkarpackiego, potem przed 20 został odwołamy; z kolei już chwilę po 21 analogiczny alert dostali mieszkańcy województwa lubelskiego.
Z kolei w środku nocy, o 2:30 mieszkańcy obu tych województw dostali analogiczne zawiadomienie na swoje telefony, które po dwóch godzinach zostało wycofane.
Powód? Jak zawsze ten sam - "trwa rosyjski powietrzny atak na terytorium zachodniej Ukrainy".
Pytania o sens wojennych Alertów RCB
Wiele osób zadaje pytanie, czy tego typu forma komunikacji z mieszkańcami ma w ogóle sens, bo trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek po każdym z tych alertów zrywał się na przysłowiowe równe nogi i nerwowo oczekiwał rozwoju wypadków. Tak naprawdę niemal wszyscy zainteresowani tego typu ostrzeżenia ignorują. W efekcie jeżeli kiedyś nadejdzie potencjalne realne zagrożenie dla terytorium Polski, mimo formalnego ostrzeżenia nikt nie będzie tak naprawdę ostrzeżony.
W dodatku tego typu strategia to woda na młyn Putina i jego polityki siania strachu. Kremlowski reżim dokładnie bowiem obserwuje i kontroluje nastroje w Polsce, a częstsze ostatnio ataki na zachód Ukrainy to nie przypadek - Rosja chce zastraszyć europejskich sojuszników Ukrainy. Trudno nie odnieść wrażenia, że rozsyłane w dobrej wierze Alerty RCB wymiernie tę politykę wspierają i zamiast budować poczucie bezpieczeństwa wśród Polaków, rujnują je.
O wiele więcej dobrego zrobiłby jeden alert wsparty przez syreny alarmowe wysłany w sytuacji realnego zagrożenia niż dziesiątki alertów informujących o jedynie potencjalnym niebezpieczeństwie dla Polaków.
Rosja zaatakowała Kijów pociskami balistycznymi. Co najmniej dwie osoby zginęły: